Rozdział 15 Not Obvious

                Rozdział 15 Not obvious

Spóźniłam się trochę na ONMS. Na szczęście Hagrid gdzieś poszedł i nie zauważył mojej nie obecności.
Lubię go, no ale spostrzegawczy to on nie jest. Jako pierwszy, moje bandaże zauważył Ron.
- Co ci się stało? - zapytał, dźgając wierzch mojej dłoni.
Syknęłam.
- Ten sok z roślin na zielarstwie, był taki..... trochę żrący.
- Trochę? - Zakwestionował Harry
- Trochę trudno było go zmyć. - odparłam.
- No tak. Sok puchówek jest jedną z najbardziej trwałych substancji. W 1899 roku, odkrył i opisał to Thrawgot Watson, w  "Małym przewodniku zielarza".... - zaczęła Hermiona, ale jej przerwałam.
- A myślałam, że to Neville kocha zielarswo.
-Chociaż w tej dziedzinie Hermiona nie była najlepsza - westchną Seamus. - Jeśli chodzi  o resztę przedmiotów to nie ma konkurencji.
- Nie zgodzę się z tym. Z Transmutacji wymiata Nott - wtrącił się  Ron. Nie było tajemnicą, że ta dwójka się pokłóciła. Złote trio się zachwiało....
- A jeśli chodzi o Eliksiry.... Bez urazy Hermiono, ale Zabini cię wyprzedza. - Nie chciałam tego przyznawać, ale jeżeli ma to się zmienić, wypadało by wspomnieć.
Ukradkiem spojrzałam w stronę wyżej wymienionego ślizgona.
Blaze jakby to wyczuł, bo lustrował mnie wzrokiem. Dumnie uniosłam głowę i odwróciłam się do przyjaciół. Nie na długo, bo po 5 minutach, na moim ramieniu wylądował, mały, składany z papieru żuraw. Spojrzałam zdziwiona na Zabiniego i rozwinęłam karteczkę.
" Książę przyszedł" 
 Nie rozumiem, skąd on wie, że mnie to interesuje? Ja chcę się tylko zemścić.... A może on wie co się stało? Głupia! Przecież oni to razem zaplanowali! OH mam już dosyć.
Spojrzałam w stronę zamku. Malfoy z chodził po zboczu góry z torbą na ramieniu. Tak bardzo chciałam, żeby się wywalił. Wystarczy  jeden kamień... No ale cóż. Nic się samo nie zrobi. Trzeba zadziałać. Wyciągnęłam różdżkę z kieszonki sweterka. Starając się jak najmniej poruszyć, schowałam ją pod szatą i zatoczyłam delikatną pętelkę zawijającą się na końcu. Nie musiałam szeptać zaklęcia, aby zadziałało. Skała, niby sama zmieniła swoje położenie, a Draco poleciał w dół zbocza. Schowałam różdżkę, mając nadzieję że nikt nie zauważył mojego małego popisu. Kątem oka dostrzegłam że Blaze wciska Nottowi do ręki kilka monet. Chłopak wrzucił je do kieszeni spodni i pomachał do mnie. Świetnie. Czyli się jeszcze założyli. Wracając do blondyna, chłopak wylądował ja suchej trawie, zatrzymany przez jedną dużą skałkę. Podniósł się i otrzepał z trawy, a mimo to w jego włosach, zostało kilka źdźbełek żółtej trawy.Słodkie. Upadek Malfoy'a nie był głośny, to też niewiele osób zwróciło na to uwagę. Do grona tych osób, należeli: Nott, Zabini, Terrence Higs, Nick Morgan, ja oraz kilka wielbicielek blondyna. Chciałam szturchnąć kogoś  moich znajomych, ale Malfoy był szybszy i znajdował się już w grupie ślizgonów.
Rozmowy były jednak tak ważne, że nikt się nie odwrócił.
Przybycie Hagrida, również nic nie zmieniło, dopóki z tłumu nie wypłynęło głośne wołanie Longbottom'a.
- Uciszcie się okey? - Tłum się rozstąpił, zostawiając bruneta na środku. Chłopak zawiesił głowę, ale z pomocą przyszedł mu Ron.
- Neville ma rację. Bądźcie już cicho.
Oczywiście, nie mogło obyć się bez sprzeczek.
- Skoro nikt nie posłucha Longbottom'a, to na pewno posłucha Wieprzleja. - Zakpił Draco.
- To może posłuchasz mnie? - warknęłam.
Stalowe oczy chłopaka, teraz zwróciły się na mnie. Udał strach.
- Bo co? Bo ktoś postóry sklątki, na pewno zrobi mi krzywdę.
- Ten ktoś postury sklątki, zaraz załatwi ci drugi zjazd po tym zboczu, tylko że tym razem do jeziora.
Usłyszałam śmiech Higgs'a i słowa Teodora.
- Ja chcę to zobaczyć!
Wydawało mi się nawet, że dostrzegłam zdziwienie na twarzy Dracona, ale nie zdążyłam się upewnić.
- Grozisz mi ? - zapytał dużo niższym głosem niż zwykle. Ten ton był wyprany, z całego sarkazmu, a jedyne co w nim było słyszalne, to chłód.
Poraz kolejny dumnie uniosłam brodę.
- Jeśli tak to widzisz to owszem.
Blondyn nie zdążył odpowiedzieć, bo Hagrid wkroczył w tłum i rozdzielił nas od siebie. Jego jak zawsze dobru humor, powoli zaczą udzielać się innym.
- Dzisiaj mam dla was coś specjalnego. Chodźcie za mną.
 Wszyscy wymienili między sobą przestraszone spojrzenia. Chociaż jestem w Hogwarcie pierwszy rok, to już doszły mnieplotki jakie to lekcje z Hagridem są niebezpieczne. Większość uczniów wolało lekcje z profesor Grubby-Plank. Powoli jednak ruszyliśmy do lasu za ogromnymi śladami wielkoluda. Teraz nawet ślizgoni szli pierwsi. Nie żeby Malfoyowi zależało na odwiedzeniu się czegoś. Zależało mu natomiast na tym, żeby trzasnąć mnie gałązką drzewa. Z pozytywnym efektem i chociaż trzymałam ręce przed sobą to i tak oberwałam dwa razy. Czułam się jak na obozie harcerskim. - łaziłam po lesie bez większego sensu. Hagrid zagłębił się w las dalej i po chwili przyprowadził ze sobą dziwne zwierzę - krzyżówkę lwa z ptakiem i koniem.
- To jest hipogryf. - stwierdził i wypiął dumnie pierś. - Na imię ma ...
- Zwierzęta nie mają imion, one mogą się wbić, ale nie upodobniajmy ich do ludzi. - stwierdził Nott.
Hagrid wzruszył ramionami, ale dokończył.
- Nazywam go Hardodziob. A zwierzęta też są ważne, chociaż nie są ludźmi, Panie Nott. Musicie wiedzieć, że hipogryfy to bardzo honorowe stworzenia. Bardzo łatwo je obrazić, najpierw trzeba się ukłonić.
Olbrzym schylił się zamiatając brodą ziemię.
- I jak się odkłoni, to można do niego podejść i go pogłaskać.
- A jak się nie odkłoni? - Zapytał ktoś ze Slytherinu.
- A jak się nie odkłoni, to trza szybko zwiewać. - Odwrócił się wokół własnej osi. - No! To kto chce się z nim przywitać?
Las rąk.
 Nikt się nie zgłosił.
 Każdy był przerażony ogromnym stworzeniem, które było jeszcze dzieckiem.
-  To kto chce się z nim przywitać, jako pierwszy?
Znowu. Las rąk normalnie.
Nikt się nie zgłosił. Nikt!
A jednak musiał się ktoś odezwać. Pan Zabini.
- To ja mam propozycję. - spojrzał na mnie. - Panna Fireshild, kocha zwierzęta! Hipogryf na pewno ją polubi!
- Demi?- Hagrid spojrzał na mnie proszącym wzrokiem. Było widać, że nie chce aby rozpętała się kłótnia ale nie mogłam pozwolić na to żeby Blaze tak łatwo mnie wrobił. Co to to nie.
- A może Zabini oswoi się ze zwierzętami? Skoro się zgłosił? – Spojrzałam na czarnoskórego. – Ja mam uczulenie na sierść.
- A pieska to masz co?-uśmiechną się złośliwie.
Spojrzałam na niego z politowaniem.
- Nie stać cię na lepszą odzywkę?
- Ja się pytam bo mnie ciekawi jak się to twoje uczulenie objawia.
- Alergią na ciebie.
- Czyli mogę ci współczuć pchlarza w pokoju. A właściwie mógłbym, ale tak nie będzie.
- Nie będzie bo ty nie masz uczuć.
- I o uczuciach mówi sadystka, która wszystkim łamie serca.
Od strony klasy słyszałam ciche śmiechy. W sumie to Blaze miał trochę racji. Zraniłam Harrego, zraniłam Blaze’a….
- Co jak co Blaze, ale to koty zazwyczaj są nosicielami pasożytów – wtrącił Teodor. – Twój kot prędzej może mieć pchły.

- No nie mów, że jej bronisz. 
Podczas gdy Blaze zaczął udowadniać dlaczego jego kot nie ma pasożytów, ja spojrzałam w stronę Hardodziba. Może rzeczywiście nic się nie stanie? Wygląda na przyjaznego…
Ruszyłam po chwili w jego stronę. Hipogryf przypatrywał mi się z zaciekawieniem. Mi a zwłaszcza moim granatowym paznokciom. 
- A to sroka. – mruknęłam.

Znając naturę hipogryfów, musiałam być bardzo ostrożna. Ugięłam delikatnie kolana, wzrokiem mierząc magiczne zwierzę. Hardodziob odkłonił się, ugiął nogi i położył się na trawie. Łeb położył na przednich kopytach. Wyciągnęłam przed siebie rękę i powoli ruszyłam w jego stronę. Nie poruszał się. Po prostu leżał a jego grzbiet unosił się delikatnie. Po chwili zamknął również ślepia z pionowymi źrenicami. Chyba to przyciągało mój wzrok najbardziej. Jego źrenice. Były inne niż u wszystkich zwierząt z tego gatunku.  Były pionowe. Jak u węży. Dotknęłam jego łebka i pociągnęłam rękę w dół. Przerzuciłam przez jego tułów najpierw jedną nogę, a potem dołączyłam jeszcze rękę, oplatając jego szyję. Przytuliłam się do zwierzaka, zadowolona, że nie chce mnie zrzucić. Tak właściwie to panicznie bałam się koni. Kiedy miałam 10 lat, mój przybrany dziadek zabrał mnie do stadniny koni w Glasgow. Na początku było fajnie. Był tam pewien mały kucyk. Mój ulubiony. Nazywał się Charlie, od imienia zmarłego syna właściciela hodowli. To na nim zazwyczaj jeździłam. Jednak wszystko co dobre zawsze się kończy. Ostatni dzień przed wyjazdem spędziłam w szpitalu. Kucyk dziwnie się zachowywał, a nie podejrzewałam, że może mnie zrzucić. Jak łatwo się domyślić, Charlie strącił mnie z grzbietu i na dodatek podeptał moją rękę. Od tego czasy mama zabroniła dziadkowi jeździć ze mną do Glasgow. I tak zakończyła się moja przygoda z końmi.  
Teraz, kiedy pokazałam Hagridowi, oraz klasie, jak należy obchodzić się z Hipogryfem,
chciałam zejść.
Już prawie przełożyłam nogę, kiedy zwierzak podniósł się gwałtownie i ruszył.
 Wprost do skalnego urwiska.

Komentarze

Popularne posty