Miniaturka 2 Mały płomyczek

Sięgnęłam po kawę. Uważając bo nie rozlać mojego życiodajnego płynu kliknęłam na nowe zaproszenie w portalu randkowm. Wystarczył jeden rzut oka, by stwierdzić, że nie takiego partnera szukam. Jakiego szukam? Na pewno nie takiego który ma 40 lat... Drzwi kawiarni się otworzyły i oto wszedł obiekt moich szkolnych westchnień. Nie sam oczywiście. Chociaż minęło już pięć lat od skończenia szkoły, Teodor Nott nadal wpływał  na stan mojego ciśnienia. Towarzyszyła mu ładna blondynka o szcczupłej sylwetce, którą mogły się pochwalić jedynie modelki. Kto wie? Może była jedną z nich? Teodor jedną ręką odsuną jej krzesło. Jego spojrzenie padło na mnie, ale wątpię czy mnie rozpoznał. W końcu przez siedem lat, odważyłam się tylko na to żeby posłać mu dwa uśmiechy, i raz usiąść obok niego w bibliotece. Raczej nie zwróciłam na siebie tym zachowaniem jego uwagi. Oprócz nauki pilnie studiowałam wszystko  gdzie było choćby jedno wspomnienie o rodzinie Nott'ów. Chociaż wiedziałam o nim pewnie więcej niż jego przeciętna fanka, on i tak mnie nie zauważał. Nigdy. Kątem oka zerkając na chłopaka, powróciłam, do pisania mojej pasjonującej pracy magisterskiej. Owszem. Skończyłam Hogwart i poszłam na prawo. Na Oxford. Młody mężczyzna nie spojrzał na mnie ani razu.
- Jak za dawnych czasów - pomyślałam.
Postawiłam ostateczną kropkę, kończąc tym samym najdłuższą część pracy. I niech ktoś mi powie, że referaty u Snape'a na dwie rolki były długie.... Zajżałam do pustego już kubka. Po chwili obok mnie pojawiła się kelnerka.
- Przynieść następną ? - zapytała.
Pokręciłam smętnie głową.
- Nie. Poproszę rachunek.
Zapłaciłam i wyszłam z kawiarni, z laptopem przyciśniętym do piersi. Koniec z pisaniem na dziś, skończę jutro. Przeszłam przez przejście układając sobie plan pracy na jutro. Nagle z zamyślenia wyrwała mnie czyjaś ręka bezkarnie spoczywająca na moim ramieniu. Gdy się obróciłam zobaczyłam granatowe oczy. Tak bardzo przypominały mi wieczorne niebo, gdy księżyc jeszcze nie wzszedł na niebo, chociaż słońce już dawno zaszło. I tylko jedna osoba ma oczy takiego koloru. Osobę tą obserwowałam przez siedem lat.
- Eee... Znamy się?
- Oczywiście. Chodziliśmy razem do szkoły.
- Łał, szanowany Teodor Nott raczył zaprzątnąć swoje myśli nic nie znaczącą dziewczyną? Czym sobie zasłużyłam na ten zaszczyt?
- Łał, szanowana Mikadi Rozie ( czyt. Rozi)  raczyła zaprzątnąć swoje myśli nic nie znaczącym chłopakiem? Czym sobie zasłużyłem na ten zaszczyt? - spapugował mnie.
- O. I nawet moje nazwisko pamiętasz? To dziwne, bo nie mieliśmy razem lekcji, a ty nigdy nie zwracałeś na mnie uwagi.
- O. Nie prawda. To z tabą nigdy nie było kontaktu. Siedziełaś zawsze z książką i duszą  w innym świecie.
Otworzyłam już usta, żeby coś powiedzieć, ale w porę zorientowałam się, że to i tak nie ma sensu. Zamiast tego pokręciłam głową.
Pionek wykonał pierwszy ruch. Jego pionek.
- Do rzeczy. Czego ode mnie chcesz?
- Ejej. Nie denerwuj się. - Jego wzrok padł na mój komputer. - To był magistrat z prawa?
A już miałam pytać  co go to obchodzi ale....
- Skąd to wiesz?
Wzruszył ramionami.
- Wiem i już. A skoro się uczysz to raczej nie pracujesz. Prawda?
 Gra w szachy jest trudna jak się nie zna zamiarów przeciwnika.
- Do czego zmierzasz?
Brunet uśmiechnął w ten tajemniczy sposób tak bardzo dla niego charakterystyczny.
- Awansowołem na szefa departamentu tajemnic i potrzebuję asystentki. Kogoś powiedzmy..... Kompetentnego.
Muszę przyznać, że mnie zdziwiłeś Teodorze.
- A dlaczego pomyślałeś o mnie?
- Twoje oceny zawsze były dobre. Nie schodziłaś poniżej " powyżej oczekiwań ". Do tego jeseś ambitna i inteligentna.  Nie łatwo znaleźć drugą taką dziewczynę.
-Hymn. To poszukaj chłopaka.
-Nie, dziękuję. Wolę płeć przeciwną.
- Tym bardziej, nie.
- Znam cię. Jesteś najbardziej odpowiednią do tego osobą.
Miałam odejść, ale ostatnia wypowiedziana przez niego kwestia, zatrzymała mnie w miejscu.
- Znasz mnie? Doprawdy? No to słucham! Co o mnie wiesz?!
- To, że się szybko denerwujesz to na początek. - odkaszlnął. - Pierwszy raz do Hogwartu zawitałaś w 2011 roku, gdzie tiara przydzieliła cię do Ravenclaw'u. Osobiście uważam, że z tak podłym charakterem pasowałabyś w Slytherinie. Twoją najbliższą koleżanką była Niki Yell. W czwartej klasie Potter się w tobie podkochiwał.... ale ponieważ jest tchórzem nie był ci w stanie tego powiedzieć. - Dodał widząc mój pytający wzrok.
- Również pod koniec czwartej klasy - kontynuował - poszłaś na bal z Terrence'm Higgs'em. Nie wiem co mu potem powiedziałaś, ale następnego dnia miał doła.
- Nie chciałam, żeby robił sobie jakieś nadzieje....
- No chyba nie powiesz mi, że poszłaś z nim bo nikt inny cie nie zaprosił?
Chciałam coś powiedzieć, ale mi przerwał.
-Wracając, po sumach kontynuowalaś Transmutację, Eliksiry, Numerologię i Zaklęcia. Na dwuch pierwszych byliśmy razem w grupie.
Spojrzał na mnie z pod przymrużonych powiek.
- Pamiętam również, że nie chciałaś robić ze mną amortencji. Podczas bitwy o Hogwart walczyłaś po dobrej stronie. Nie wiem czy pamiętasz, ale uratowałem ci życie.
Spiorunowałam go wzrokiem.
- Najpierw o mało mnie nie zabiłeś.
- Sorry. Musiałem się pochwalić.
Pokręciłam głową. Nogi bolały mnie coraz bardziej, a kremowe szpilki obcierały mnie w palce. Mimo to stałam i czekałam grzecznie, aż chłopak skończy.
- Nie rozumiem jednego.
Uniosłam brwi w geście pytania.
- Zerwałaś wszystkie kontakty z przyjaciółmi ze szkoły. W ogóle odsunęłaś się od naszego  świata.
Czyżby przejrzał moją strategię?
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Potter i Granger się o ciepie martwią.
- I niby pytają się o mnie akurat ciebie? Nie wydaje mi się.
- Jestem prezesem Departamentu Tajemnic. Dużo informacji do mnie trafia.
Zdziwiłam się. Rodzina Nott'ów zawsze mieszała się w politykę. Anthony Nott zapewne chciał wypchnąć syna na czołową pozycję. Czemu więc Teodor zajmował najwyższą pozycję w tym  departamencie, a nie w sądzie?
- A czy ty przypadkiem nie należysz do Wizengamotu?
- Swoją drogą należę.
Damka poszła w ruch.
- To myślę że możemy się dogadać...
- Co przeskrobałaś?
Czyli bez ogródek.
- Chodzi o użycie czarów w obecności mugola.
Teodor znowu się uśmiechnął.
- Czyli istnieje złoty środek?
- Istnieje.
I super. On umoży sprawę, a ja i tak nie przyjdę.
Brunet przypatrywał mi się z lekkim uśmiechem.
- Przyjdź jutro na dziewiątą rano do ministerstwa. Poczekam przy fontannie.
Jęknęłam zrozpaczona.
- Ale sprawa jest o 11.
- Wiem i dlatego radzę ci się nie spuźnić.
Po chwili gdy dotarły do mnie jego słowa chciałam coś powiedzieć. Jednak moje słowa rozpłynęły się w powietrzu. Mężczyzna odszedł zostawiając mnie z górą pytań.
Bo gra w szachy rozpoczęła się na dobre.

Komentarze

Popularne posty