Rozdział 14 Unmeaning



             Rozdział 14 Unmeaning




Wiążąc Krawat wpadłam do sali. Na szczęście " kulki " jeszcze nie było. Stanęłam pomiędzy Eve a Hrmioną, która podała mi torbę z książkami.
-  Gdzie ty byłaś całą noc ? -  Zapytały niemal jednocześnie i na tyle głośno że, kilka osób stojących za nami odwróciło się. Posłałam im przepraszający uśmiech, już miałam wyjaśniać, kiedy rozległ się trzask. Pani Poppy przewróciła się i opuściła małe, metalowe nożyczki. Od strony Ślizgonów posypały się śmiechy i złośliwe uwagi. Reakcja Gryfonów była natomiast zupełnie inna. Harry, Ron, Dean, Nevil i Simus, pomogli nauczycielce pozbierać narzędzia. Spojrzałam w stronę Teodora i resztę świętej trójcy. Rozmawiali o czymś przyciszonym głosem i patrzyli na mnie. Problem w tym, że oni się nie śmiali. Przypomniałam sobie jak miły dla mnie był jeszcze jakieś 8 min temu chłopak.  Teraz nie wygląda już na miłego.  Z zamyślenia wyrwał mnie wysoki głos zielarki.
-  Roślinki, które macie przed sobą to Zielonki Póchówki. Za pomocą narzędzi, które przed wami leżą, musicie sprawdzić jakie właściwości fizyczne i chemiczne mają te istotki. W ciągu tej lekcji macie spisać je na pergaminie i oddać mi do oceny. Pamiętajcie, że są to jednak żywe stworzenia i nie należy ich krzywdzić panie Goyle!

Wielkolud uciekał wzrokiem i odsunął się od "istotki".
- No to do dzieła. -  Zachęciła nauczycielka. - Macie jeszcze 50 minut.
Spojrzałam z niesmakiem na wijącą się przede mną roślina.
-  Dobrze przynajmniej, że to nie lekcja teorii. - Uśmiechnął się Ron.
Odwzajemniła uśmiech.

***

- Cholerny sok! -  Przeklinałam stojąc w łazience. Przez całą przerwę próbowałam zmyć lepki sok rośliny z rąk. A dlaczego? Bo Malfoy bardzo chciał porobić sobie żarty!  Rozciął łodygę, a sok z płyną na moje notatki. Chciałam je uratować, i chociażby zetrzeć sok z kartki dłonią. Notatki się uratowały ale moja ręka nie. Na dodatek jakby tego wszystkiego było mało,  myjąc dłonie sok z jednej ręki przedostał się również na drugą. Efektem tego było oparzenie skóry. Skąd miałam wiedzieć, że to cholerstwo będzie takie lepkie i żrące?
W końcu się poddałam. Wyszłam z łazienki i napotkałam kogo? Samego Dracona Malfoy'a! I to we własnej osobie! Stał tam, ze swoim ironicznym uśmiechem!
- No - Zaśmiał się - To jakie właściwości chemiczne, ma sok Zielonki?
Byłam wściekła. Że on ma czelność stać tu i się jeszcze ze mnie śmiać!? Jakim prawem?
Podeszłam do niego, czerwona na twarzy. Patrzą na mnie z góry i z jakimś takim obrzydzeniem w oczach. Uniosłam dłonie i dotknęłam jego policzków. Przycisnęłam ręce do jego skóry i oderwałam z cąłą siłą.
- Kurwa! -  Warknął.
Klejąca substancja zostało na jego twarzy. Zaśmiałam się jedynie i biegiem ruszyłam w stronę skrzydła szpitalnego. Niestety chłopak pobiegł za mną. Już po chwili złapał za tyłu mojej szaty i szarpnął ją do tyłu. Wpadłam na niego.
-  Taka Odważna jesteś? Czyżby? - Popchną mnie na ścianę, kładąc ręce po obu stronach mojej głowy. Zaplotłam ręce na piersi.
- Uderzysz mnie? Czyżby? -  Spytałam naśladując jego ton.
Był wściekły nie trzeba się było nad tym zastanawiać.
-  Wydaje ci się, że możesz się tak zachowywać? - Warkną.
-  A tobie wolno? -  Pokręciłam głową. -  Daj spokój Draco! -  Uniosłam ręce wewnętrzną stroną dłoni do góry. - Spójrz! - Myślisz, że to nie boli? Wylałeś na mnie żrący sok, którego nie da się zmyć ze skóry. Wypaliło mi to na dłoniach rany, a ty masz jeszcze o to pretensje? Kim ty niby jesteś?
- Kimś ważniejszym od ciebie! -  Warknął. Ciągle warczał.
Prychnęłam.
-  Chcesz iść do skrzydła szpitalnego co?
- A co cię to obchodzi?
Uśmiechnął się wrednie.
- To nie pójdziesz. - Złapał mnie za  uniesione dłonie i pociągną przeciwną stronę.
-  Co? Nie! Puść mnie! - Starałam się wyrwać, ale na próżno. Za mocno trzymał. - Puszczaj!
- Nie.
To już nie było zabawne. Ręce piekły mnie naprawdę mocno.
- Draco - Powiedziałam to naprawdę cicho. - Proszę.
Myślałam że mnie usłyszał, ale się zatrzymał.

" Nie mogłem. Po prostu nie mogłem zignorować tej prośby. Zrobiła słodkie oczka pieska i chociaż to jest żałosne, to podziałało. Nie mogłem dalej ciągnąć ją w tamtą stronę. I chociaż to dziwne, to miałem wrażenie, że w  moim sercu coś pękło. Coś co było, jakby jednym z setek sopli wbitych w moje serce. To dziwne. Najpierw je wbiła, a teraz chce je wyciągnąć? Czy to możliwe, że osoba która zmroziła serce, może je odmrozić? - By Draco"

To dziwne, ale tak trudno było mi przyznać się przed samą sobą że kogoś o coś proszę. I że proszę o to, akurat jego. No ale  nic. Czasami trzeba się ugiąć.
Chłopak pociągną mnie, w stronę schodów Niezbyt delikatnie. Dotarliśmy do skrzydła szpitalnego.
Draco wepchną mnie do sali i ze złością zatrzasną za sobą drzwi. Praktycznie od razu pojawiła się pani Pomfrey.
- Co się stało Demi? -  Zapytała mnie, kompletnie ignorując Malfoya.
Pokazałam jej ręce, krzywiąc się.
-  Sok z Zielonki Póchówki. -  Wyjaśniłam.
Pielęgniarka ujęła moje dłonie i zbadała wzrokiem oparzenia. Westchnęła.
- Dzieciaki, dzieciaki - Pokręciła głową.
-  Ja nie jestem dzieckiem - Obruszył się chłopak.
-  Czyli przyznajesz się, że to ty? - Zapytała nie zaszczyciwszy go nawet spojrzeniem.
-  Do niczego się nie przyznaję. - Odburknął blondyn. -  Mam na myśli że osoby z naszego rocznika, nie są już dziećmi , Ani z wyglądu ani z zachowania.....
-  Może fizycznie jesteś dorosły, ale psychicznie jesteś dzieckiem. Mam na myśli twój dziwny  przypadek oczywiście.
Zaśmiałam się, patrząc na nic nie rozumiejącego chłopaka.
-  Pocisk! - Uśmiechnęłam się, a uśmiech ten został odwzajemniony przez panią Pomfrey.
Chciał coś opowiedzieć, ale zjawiła się pielęgniarka. Przyniosła jakąś dziwną, ziołową maść.
Postawiła słoiczek na stoliku i odkręciła go. Zapach nie zachęcał do użycia kremu.
- A tobie co? - W końcu spojrzała na chłopaka.
-  To samo co jej. - Wskazał brodą na mnie.
- Ona ma imię! - Dla odmiany, to ja warknęłam na niego.
- Jakoś wyleciało mi z głowy - Uśmiechnął się wrednie.
"To oczywiście nie była prawda, bo jej imię - Demi - Wryło mi się w umysł - By Draco"
Wywróciłam oczami. Pielęgniarka posmarowała moje dłonie ziołową maścią i zawinęła bandażem.
- Przyjdź jeszcze po zajęciach, żeby zmienić opatrunek. - Uśmiechnęła się do mnie i wróciła do schowka. Z małego pomieszczenie słychać było stukanie szklanymi fiolkami co świadczyło o tym, że kobieta czegoś szuka. Gdy wyszła niosąc naręcze butelek z kolorowymi cieczami i słoiczków, spojrzałam w stronę chłopaka. Pobladł i to znacznie. Pielęgniarka przyniosła również kilka probówek i wacików. Zaczęła mieszać ze sobą kolory i przelewać między fiolkami. Na koniec namoczyła wacik przezroczystą cieczą i podała blondynowi.
- Przyłóż do podrażnionej skóry. -Poleciła.
- Co to jest? - zapytałam zaintrygowana.
- Wolę nie wiedzieć - wymamrotał chłopak stojący przed lustrem.
Miałam dziwne wrażenie jakby ktoś mnie obserwował i rzeczywiście, Malfoy , miał świetny widok na mnie w lusterku. spojrzałam w tamtą stronę i odwrócił się. Korzystając z jego nie uwagi, podziękowałam i uciekłam z sali szpitalnej.


_____________________

Chciałam was prosić o zostawienie jakiegoś komentarza..... śladu że tu byliście. :-)
Całkiem sporo osób odwiedza tego bloga, a prawie nikt nie komentuje :-(
Chcę wiedzieć co o tym myślicie. A może macie jakieś plany dotyczące dalszej historii i chcielibyście żeby coś uwzględnić?
Tak czy inaczej proszę was o to, bo to motywuje, a mi brak tej motywacji. Piszę to ale skoro i tak nikt nie czyta, to jaki to ma sens?



Komentarze

Popularne posty