Rozdział 12 The end of everything





         Rozdział 12 The end of everything


-Naprawdę nie musiałeś. 

-Ale chciałem. Chciałem zobaczyć twój uśmiech.

Spojrzałam mu w oczy uśmiechnięte, zielone, figlarne. Cieszyłam się, że ktoś o mnie pamiętał. Harry dotknął mojego policzka, nachylił się i delikatnie mnie pocałował. Odsunęłam się z wielkimi oczami. Chłopak wciągnął powietrze i momentalnie się czerwieniąc, ja tak samo. Harry spuścił wzrok.
 -Przepraszam.- wymamrotał.
-Nic się nie stało.- dotknęłam jego ramienia.
-Przepraszam.- powtórzył.
-Nie masz za co.- przytuliłam go. -Po za tym ja jestem już chyba zajęta... ale nie martw się. Znajdziesz kogoś innego.
 -Na pewno?- zapytał.
 Zawahałam się na chwilę.
-Na pewno.- odpowiedziałam.
W trochę napiętej atmosferze, wróciliśmy do dormitorium.


***


Blondyn poruszał się korytarzami tak, jak prowadziła go różdżka. Miał wyjść z bocznego korytarza, gdy usłyszał głosy. Jeden należał do chłopaka, którego nienawidził, drugi zaś do dziewczyny, której szukał. Wychylił się, a widok, który mu się ukazał ścisnął jego roztopione od dwóch miesięcy. Poczuł ukłucie bólu, żalu i zazdrości. Ból zmienił się we wściekłość, a żal w nienawiść. Te trzy uczucia sprawiły, że ogarnął go chłód. Chłód, który zmroził jego serce. Serce, które już nigdy miało nie odmarznąć . Odwrócił się na pięcie i odszedł.  Idąc wyrzucił bransoletkę przez okno. Bransoletkę, która była od NIEJ. Bransoletkę z JEJ imieniem. Wyrzucając bransoletkę z zamku, wyrzucił dziewczynę z serca.


***


 Wracając do dormitorium byłam zamyślona. Od drobnego incydentu nie rozmawialiśmy ze sobą. Pchnęłam drzwi do pokoju i usiadłam na łóżku. Strąciłam na podłogę kosz słodyczy, położyłam głowę na czymś miękkim i puszystym. To coś pisnęło i odskoczyło, spadając na podłogę. Przeczołgnęłam się i wyjrzałam. Widok, który zobaczyłam ścisnął mi serce. Na podłodze, przy łóżku, coś co wcześniej wzięłam za poduszkę, przewróciło się niesfornie i pomachało ogonem. Tuż koło nogi łóżka siedział mały piesek. Mały, biały husky. Ogromnie niebieskie oczy, wpatrywały się we mnie ze strachem i ciekawością. Oczy, tak niebieskie oczy jak Teo. Na szyjce piesek miał zawiązaną czerwoną, jedwabną wstążkę. Do wstążki zaś przyczepiona była mała, aksamitna torebeczka na prezenty. Wzięłam pieska na kolana i pogłaskałam go po główce. Stulił uszka i położył pyszczek na moich kolanach. Z ostrożnością snajpera rozbrajającego bombę, odwiązałam wstążkę. Otworzyłam torebkę, a moim oczom ukazało się małe pudełeczko. Otworzyłam je, w środku leżał śliczny wisiorek z dużym, magicznym koniem. Ten momentalnie zmienił kolor z czarnego na fioletowy. Wisiorek wykonany był z białego złota. Ciężki łańcuszek wydawał się kruchy, tak, jakby miał zaraz pęknąć, ale to tylko złudzenie. Wbrew pozorom był wytrzymały. Był śliczny, obok kamienia, wykonany z jubilerską precyzją, słowa: „For You Demi”. Podeszłam do lustra i zapięłam łańcuszek. Idealnie układał się w zagłębieniu pomiędzy piersiami. Wróciłam do łóżka i zerknęłam na karteczkę, na dnie pudełeczka. Otworzyłam ją i przeczytałam treść. Miałam przyjść, teraz pod dormitorium ślizgonów. Poszłam i stanęłam pod ścianą.


***


 W tej samej chwili blondwłosy chłopak wszedł do swojego pokoju. Podszedł do ściany i z całej siły uderzył w jej środek. Efektem okazało się wgłębienie w tynku, oklejonym srebrną wykładziną i rozcięte kostki. Usiadł w fotelu obitym czarną skórą. Wyciągnął butelkę brandy, otworzył i wypił duszkiem cały alkohol. Sięgnął jeszcze po drugą i zrobił to samo. Wypił dwie butelki bursztynowego płynu. Złapał za szyjkę jedną z nich i rozbił o ścianę. Kawałkiem szkła przeciął nadgarstki i czekał na dalszy ciąg wydarzeń. ** Wpuściły mnie dwie postacie.

 -O przyszłaś.- stwierdził Teo głosem odkrywcy.
 
-To wy?!- zapytałam, mając na myśli prezenty.

Odpowiedziały mi jeszcze szersze uśmiechy.

-Ja też się cieszę z twojego szczęścia, ale spokojnie.

-Skąd wiedzieliście?

-Facebook?

-To wy macie Facebook'a? Tu jest internet?

 -Owszem.- odparł Blaze.


 -Laptopy, tablety, telefony i tym podobne. Nie są popularne...- wyjaśnił Teodor- i nie ma ani neta, ani zasięgu.


 Byłam kompletnie zdziwiona, czyli jednak... już wiem. Wpadłam na świetny pomysł. Zrobię zdjęcia i pokaże Amy. Normalnie mi nie uwierzy, z zamyśleń wyrwał mnie głośny huk, gdzieś na górze. Chłopaki spojrzeli po sobie z niepokojem.


-Pójdę sprawdzić.- zaoferował Teo. Blaze patrzył, jak przyjaciel znika na schodach.

-Dużo się tu dzieje.- stwierdziłam.

-Owszem... za dużo.

 Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu kanapy, która by mnie zainteresowała... znalazłam. Pośród wielu sof, ta najbardziej przypadła mi do gustu. Była z szarego zamszu, w arystokratycznym stylu. Usadowiłam się w rogu i podwinęłam nogi, oplatając ramionami kolana. Blaze chciał coś powiedzieć, ale uprzedził go głośny krzyk.

-Blaze! Chodź tu!

 Chłopak spojrzał na mnie, przygryzł wargę, po czym pobiegł na górę. Wsłuchałam się w ciszę, ale nic nie usłyszałam. Zaniepokojona wstałam i podeszłam do schodów. Schody były zakręcone i dość długie. Ruszyłam na górę, tak, jak ostatnio na imprezie. Gdy dotarłam na górę, byłam lekko zaspana. Ruszyłam korytarzem, próbując sobie przypomnieć, gdzie znajdował się ich pokój. Na końcu korytarza znajdowały się drzwi. Jedne z prawej, a drugie z lewej strony korytarza. Te po mojej prawej były lekko uchylone. Popchnęłam je bardziej, pragnąc zobaczyć co się za nimi znajduje. Gdybym wiedziała co jest po drugiej ich stronie, nigdy bym tego nie zrobiła.

Komentarze

Popularne posty