Rozdział 10 Kiss



Rozdział 10 Kiss

Elie Goudling - Burn

And we gonna let it burn burn burn burn
We gonna let it burn burn burn burn
Gonna let it burn burn burn burn
We gonna let it burn burn burn burn

When the lights turned down, they don't know what they heard
Strike the match, play it loud, giving love to the world


- Zaczekaj! Demi!

Nie zaczekałam.

W końcu Blaze przecisnął się przez tłum trzecioklasistek, rozmawiających właśnie o nim i zastapił mi drogę.

- Nie zaczekałaś - stwierdził z wyrzutem.

- Spostrzegawczy jesteś. Nie zaczekałam.

Chciałam go wyminąć, ale na próżno.

- Co się stało? Przestałaś się do nas odzywać, unikasz nas..... Czemu?

- Może zapytaj swojego przyjaciela?

- Smoka? Od kilku dni,  Ciągle jest przygnębiony. Zrób z tym coś.

- Niby co?

- Nie wiem.

- Ja też nie.

Posłał mi karcące spojrzenie.

Westchnęłam zrezygnowana.

- Nie będę wybierać. A teraz puść mnie, bo się spóźnię na zajęcia i dostanę kolejny szlaban.

- Dla twojej informacji Transmutację mamy razem, a ty idziesz w złym kierunku. - Złapał mnie za

ramiona i odwrócił plecami do siebie.

- Tylko tyle?

- Nie. Coś jeszcze chciałem ci pokazać. Spotkajmy się pod biblioteką o 22.

- A co chcesz mi pokazać?

 - Zobaczysz. - Posłał mi rozbrajający uśmiech.

- Oki.

- Super a teraz chodź na zajęcia.

Zaoferował mi ramię ale zignorowałam to, Więc złapał mnie za nadgarstek i pociągną Wzdłuż korytarza.

***

Korytarze Hogwartu, w nocy wyglądają jak z koszmaru. Zaklęcia Lumos, nie dało się wykorzystać, bo gdy tylko koniec różdżki zapłonu blaskiem, wszystkie obrazy się darły. W życiu bym nie pomyślała że Różowa Dama może znać tyle przekleństw. Idąc tak po ciemku, starałam się nie przewrócić. Dwa razy zahaczyłam o róg, a trzy uderzyłam w ścianę.  Ostrożność jaką musiałam zachować była niczym w porównaniu z tą, którą musieli zachować żołnierze, podczas drugiej wojny światowej. Doczłapałam w końcu do drzwi biblioteki. No tak biblioteka ma cztery oddzielne wejścia z czterech stron świata. Pod którym z nich czeka Blaze? A może to po prostu jakiś głupi żart i wcale go tu nie ma? No nic poczułam jak coś ociera się o moją świadomość.

- A! To jesteś!

Odwróciłam się w stronę ciemnego korytarza, ale nic nie zauważyłam. Po chwili z bocznej odnogi wyłoniła się ciemna postać. Jeszcze jedna chwila i rozpoznałam w niej mojego kolegę. Oczywiście z uśmiechem od ucha do ucha.

- Chodź. - Powiedział i zniknął z mojego pola widzenia.

- Czekaj! Gdzie jesteś? Nie widzę cię!

W odpowiedzi usłyszałam śmiech. Czyjaś ręka objęła mnie w talii i poprowadziła korytarzem.

- Teraz już wiesz gdzie jestem? - Zapytał rozbawiony tak dobrze znany mi głos.

- Nie ale czuję ciepło z prawej strony.

- No to problem z głowy. - Zaśmiałam się.

- Gdzie idziemy? - zapytałam

- Zobaczysz.

Fascynowało mnie, z jaką łatwością chłopak poruszał się po szkole. Z  niczym się nie zderzyłam. Gdybym teraz miała wrócić tam skąd przyszłam nie dałabym rady. W końcu stanęliśmy pod jakąś ścianą. Wyglądała tak jak reszta Murów Hogwartu. Blaze wyszeptał jakieś słowa i cegły przesunęło się otwierając mam wyjście na dwór. Temperatura była typowa dla październikowego wieczoru.

Przystanęłam na chwilę,  rozkoszując się świeżym powietrzem. Blaze wprowadził mnie w stronę wody. Zatrzymał się dopiero przed srebrną tonią. Zdjął buty i postawi je  na piaszczystym brzegu. Wszedł do wody po kostki. Gestem nakazał żebym zrobiła to samo.

- Co to ma być? - Trochę zaniepokoiło mnie jego zachowanie.  No chyba nie chciał mnie utopić? W sumie pewnie by mu się udało. - Czy ty mnie chcesz utopić? -  Wypowiedziałam na głos swoje obawy.

- Gdybym chciał cię utopić,  to raczej nie na płytkiej wodzie i wszedłbym za tobą Uniemożliwiając ci ewentualną ucieczkę.

Spojrzał mi w oczy.

- Nie. Nie  mam takiego zamiaru.

-  Na pewno? - Nadal szczerze w  to wątpiłam.

Znowu się zaśmiał. Miał dźwięczny i melodyjny śmiech.

- Na pewno - zapewnił.

Po chwili wahania podążyłem za nim. Upewniwszy się że idę,  odwrócił się i zagłębił dalej po kolana. Szukał czegoś w wodzie. Spojrzałam w dół. Moje nogi wyróżniały się pośród ciemnej Toni. Woda była na tyle przejrzysta, że zauważyłam jak moje niebieskie paznokcie zmieniły się na turkusowe.

" No co za dziewczyna mi się trafiła. mogłaby mi chociaż raz zaufać - By Blaze."

- Choć tutaj! - Zawołał.

O ile jemu woda sięgała lekko za kolana,  mi sięgała do połowy ud. Praktycznie do spódnicy.  Podciągnęłam ją nieznacznie w górę. Blaze, Ruszył nogą coś ciemniejszego od wody .

Dopiero po chwili zorientowałam się,  że to coś to w rzeczywistości roślina. Fosforyzujące roślina. Chłopak wszedł w skupisko roślin i pociągną mnie za sobą. Rośliny dookoła nas zajęły się żółto zielonym światłem i gasły po chwili. Kręciłem się i skakałam aż rośliny znów zaświeciły pięknym blaskiem. Nim się z orientowałam siedziałam w wodzie po talię. Czarna spódnica unosiła się na wodzie dookoła mnie tworząc krąg. Opuściłam ją w dół. Rozejrzałem się dookoła w poszukiwaniu przyjaciela ale nigdzie go nie widziałam. Przecież nie mógł mnie to zostawić samej. Zaczęłam się bać .

- Blaze? - Rzuciłam w ciemność.

Nic

- Buuuuuuu! - Usłyszałam za sobą. Odwróciłam się i odskoczyłam w tył na głębszą wodę. Zanurzyłem się całkowicie i zaczęłam się krztusić. Ktoś wyciągną mnie znów na płyciznę.

Wy kaszlałam całą wodę i spojrzałam na niego z wyrzutem.

-Kretyn! -  Powiedziałam z oburzeniem.

Odpowiedział mi jego śmiech. Ochlapałam go wodą i zaczęłam tyłc w jego pierś pięściami. Chciałam go wetknąć na głęboką wodę. Nie bronił się. Byliśmy na tyle głęboko że stopami nie czułam już dna. Nie miałam problemu z pływaniem,  On też nie. Fosforyzujące rośliny zostały za nami. Nagle, Blaze Zanurkował pod wodę złapał mnie za taliię i  wciągną pod wodę. Bałam się otworzyć oczy. Wyruszyłam się dopiero wtedy,  kiedy mnie puścił.

-  Otwórz oczy - polecił.

Znowu zanurkowaliśmy. W końcu się odważyłam i otworzyłam oczy. Zobaczyłam jego kakaowe Tęczówki nie bardzo różniące się od źrenic. Uśmiechnął się pogodnie. Pływanie w nocy to głębokim jeziorze raczej nie jest bezpieczne, ale mało mnie to obchodziło. Odwzajemniła uśmiech. Zastanawiałam się czy mój Błyszczyk na ustach się rozmazał bo tuż na rzęsach na pewno. Po tarłem oczy żeby pozbyć się resztek makijażu. On chyba nie zwracał na to uwagi. Rozglądałam się jak wygląda świat pod Wodą. Nigdy w żadnym jeziorze nie widziałam tak przejrzystej i czystej wody. Spojrzałam na dno. Nie było już piaszczyste lecz usiane dużymi kamieniami. Ruszyłam się dopiero wtedy gdy w płucach zabrakło mi już tlenu. Kiedy zanurkował znowu Blaze dokładnie mnie obserwował. Właściwie nie mnie, tylko moją spudnicę, któr odsłaniała teraz koronkową bieliznę. Opuściłam ręce wzdłuż ciała układają Spódnice. Z włosami dookoła twarzy i rozmazany makijażem  musiałam wyglądać jak wiedźma. Powoli przesunął po mnie spojrzeniem od nóg zatrzymując się na chwilę na biuście i znowu wrócił do twarzy. Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak krępujące jest dla mnie jego spojrzenie.

" Cholera ale ona piękna. Albo teraz albo za dwa dni. Chyba jednak nie chce mi się czekać. - By Blaze"

Chłopak podpłynął do mnie. Ze zdziwieniem zauważyłam, Że zdjął koszulkę i został w samych spodniach. Chyba nie oczekiwał by zrobię to samo? Położył ręce na mojej talii. Była taka szczupła że gdyby chciał mógłby objąć ją dłońmi. Kosmyk przysłonił mi twarz. Odgarną go. Brakowało mi w to płucach tlenu. Wiedziałam że za chwilę musszę się wynurzyć.

I wtedy to się stało.

Najpierw delikatne muśnięcie.

Potem mocniejsze.

Język błądzący po wargach, błagalnie prosił by wpuścić go do środka.

Rozchyliłam usta.

Nie broniłam się.

Odwzajemniła pocałunek.

Kamienie pod nami zajęły się blaskiem.


Błyszczały we wszystkich możliwych kolorach i ich odcieniach. Od bieli, przez pomarańcz ,czerwień, fiolet, do błękitu i zieleni. Nie wiem ile to trwało. Równie dobrze mogłoby być to 30 minut, jak i kilka sekund. Jedno wiem. Było świetnie. Wiele razy całowałam się z chłopakami lub graliśmy w butelkę. Ale to wszystko było takie zwykłe.

Ten pocałunek był inny.

Delikatny z uczuciem.

Zatraciłem się w tym.

Zemdlałam.

***

Obudziłam się w swoim pokoju. W łóżku. Byłam słucha, choć ubrana w białą bluzkę z ramiączkami. Włosy też były suche. Podeszłam do lustra. Mój makijaż był rozmazany. Po błyszczyku na ustach nie było śladu. Wróciłam do łóżka i zaczęłam tłuc pięściami poduszkę. Przestałam dopiero wtedy, kiedy poczułam że poduszka wsiąka moje łzy. Swoją drogą sprawdzała się całkiem dobrze jako gąbka.

To nie wydarzyło się naprawdę.

To moja wyobraźnia się ze mnie śmieje.

To był tylko sen.

Tylko sen.

Dlaczego?

Dlaczego?!

Dlaczego......

Komentarze

Popularne posty