Rozdział 7 Mean plan

                  Rozdział 7 Mean plan

Tak jak przewidywałam udało nam się uwarzyć najlepszy eliksir. Miałam dobry humor, ponieważ zielona farba powoli zaczynała schodzić z moich włosów. Zasługa wynalazków bliźniaków. Uznałam że nauka już dawno jest na prowadzeniu i prawdopodobnie pierwsza dobiegnie do mety. Zaczęłam więcej czasu poświęcać na naukę. Od czasu do czasu wysłałam również na imprezach w Slytherinie. Raz nawet udało mi się namówić Hermionę. Tak minął wrzesień. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma uczniami w Gryfindoru. Oprócz tego znikną mój uraz do trójki Ślizgonów. Zaczynałam spędzać z nimi coraz więcej czasu, Co spotkało się z dezaprobatą moich przyjaciół. Pandy szczerze mnie nienawidziła.

Siedziałam na Błoniach gdzie jesiennym słońcu towarzyszył przyjemny wiatr. Dziwiło mnie jak niewielu uczniów spędza wolny czas na świeżym powietrzu. Zasypiałam gdy dwójka zakochanych w sobie puchonów,  Zatrzymała się koło miejsca gdzie leżałam na kocu. Chłopak gruchał jakieś miłosne trele do dziewczyny. Ta ostatnia wybuchała co chwilę cichymi śmiechem. Dźwignęłam się do pozycji siedzącej. Widząc tą dwójkę zrobiło mi się niedobrze.

- Mam cukrzycę! - warknęłam.

Spojrzeli na mnie krzywo, ale się odsunęli. Kątem oka dostrzegłam trójkę Gryfonów wracających od Hadgrida. Krzyknęłam, a kiedy się odwrócili pomachałam do nich. Siedli koło mnie.

- A gdzie węże ? - zagadną Harry, udając zdziwienie.

- Co? Jak.... A. Moja świta? Dałam im urlop. - Teatralnie przewróciłam oczami.

- A Co z wami? Zostawiliście mnie.

- Skoro masz ich to nas już nie potrzebujesz.

- Bzdury. A co zazdrosny jesteś?

- Nie. My.... Po prostu ich nie lubimy. - Ron się zaczerwienił.

Westchnęłam i sięgnęłam po podkradzione ze śniadania babeczki.

- Oni są po prostu crazy.

Chciałam jeszcze coś dodać, ale ciasto skutecznie mnie kneblowało, przez co powstał niezrozumiały bękot.

- Tak się zastanawialiśmy, - Zaczęła Hermiona - bo Malfoy ostatnio przesadza, a Fred i Gorge znaleźli pomysł , żeby skutecznie ich uciszyć.

- Czyli?

- Veritaserum.

- A co to ma wspólnego ze mną?

- No może wiesz coś, o czyśmy nie wiemy.

Westchnęłam i posegregowałam w głowie myśli dotyczące " Mojej Świty".

- Jutro wybierają się do Hogsmade. Ale nie wiem o której....

- Nie wiem Jak wam ale mi kończą się słodycze, trzeba uzupełnić zapasy.- Przerwał mi Harry, mrugając do mnie.

Uśmiechnęłam się, całkiem szczerze.
- Dobry plan. - poparła Hermiona
- Idziesz z nami? - Zapytał Ron.
- Tak. Chyba tak. Wydaje mi się, że szykuje się niezłe przedstawienie. - Zawyrokowałam.


W tej samej chwili zjawili się koło nas bliźniaki. Fred złapał za róg koca za moją głową i zaczął ciągnąć w stronę  wody. Nie trwało to jednak długo, gdyż skręcił gwałtownie w stronę lasu, przez co spadłam i zaczęłam się z turlać z pagórka. Zatrzymałam się dopiero pod nogami profesora Snape'a. Podniosłam wzrok i spojrzałam na jego twarz. Jak zwykle mistrz "Pocker Face" wstałam, otrzepałam się z trawy i już miałam zamiar zwiewać, gdyby nie to, że nietoperz mnie uprzedził.

- Nie tak prędko. - 10 punktów dla Gryffindoru. Następnym razem będzie szlaban.
- Oczywiście.

Gdy się oddalił spojrzałam w miejsce, w którym jeszcze niedawno stał Fred.
Wdrapałam się na górę cała obolała i kopnęłam go w kostkę.
- Minus 10 punktów  - Powtórzyłam.
- Au! - Krzykną, ale na jego twarzy nie było widać bólu.
- Mówiłeś coś? - spytałam miękko, za miękko.
- Tak AU!. A teraz mówię na poważnie. Mamy parę rzeczy, które pomogą nam utrudnić życie Ślizgonów.


***

Zgodnie z naszym wrednym planem, po śniadaniu, które przebiegło w wyjątkowo dobrym nastroju, spotkaliśmy się w pokoju wspólnym Gryffindoru. Filch nie chciał nikogo wypuszczać, więc przydała się mapa Huncwotów. Wyszliśmy tajnym wejściem, i wygramoliliśmy się w miodowym królestwie. Teraz tylko trzeba było znaleźć - jak to Fred nazwał - Jadowite Żmije.  rozdzieliliśmy się i ostatecznie znalazła ich Hermiona. W trzech miotłach. Siedzieli przy barku i prowadzili ożywioną rozmowę. Nott skrzętnie i z wprawą pisał coś w zeszycie. Ku mojemu zdziwieniu, nie było to pióro, lecz zwykły długopis. Korzystając z ich nieuwagi, Harry do kufli. wszystko poszło zgodnie z planem, gdyby Ron nie kichną. cała trójka nie mniej zdziwiona od rudzielca, odwróciła się do nas. Schowałam się za Freda, żeby mnie nie zauważyli. Blaze spojrzał na kufel w którym piana, zaczęła podejrzanie bulgotać.
- Co tu wsypałeś? - Zapytał chłopak dziwnie zimnym, jak na niego tonem.
- Co? - Odparł Harry.
- Ta fiolka, którą masz w ręce - Zauważył - Raczej nie zmaterializowała się tu ot tak.
- Potter - Wysyczał, i to dosłownie wysyczał Draco - Dawno zrozumiałem, że jesteś upośledzony, ale nawet Ty powinieneś się domyślić, że nie wybrniesz z tego tak łatwo, durnym pytaniem "Co?".
- Tak się składa, że mam więcej inteligenci od ciebie - Ton Harrego, był taki sam jak Malfoya.
Blondyn zaśmiał się ironicznie.
- Gdyby tak było - Zauważył Nott - Wiedział byś, że piwo kremowe, pod wpływem jakiegokolwiek eliksiru, zmienia swój kolor na niebieski.
Malfoy, dla podkreślenia słów kolegi, wylał zawartość kufla na Rona, w skutek czego tjego skóra zrobiła się niebieska. Ochlapał również Freda (albo Gorge'a) i Hermionę, przez co na ich ubraniach i twarzach wykwitły niebieskie plamy. Wyglądały jakby ktoś pochlapał ich farbą olejną, rozrobioną z olejem lnianym. Któryś z bliźniaków, (Doprawdy nie wiem jak oni odróżniają, swoje ubrania.) w przypływie wściekłości, wystrzelił z różdżki niebieski promień, który z prędkością światła nacierał na bezbronnego blondyna.


Komentarze

Popularne posty