Rozdział 5 I don't understand 3/3


Rozdział 5 I don't understand 3/3

Leżałam w dziwnym, białym pomieszczeniu.  Białe ściany, biała podłoga, biały sufit. Sala była dobrze oświetlona. Okna sięgały od podłogi aż po sufit. Co jak co ale ta sala różniła się od innych nowoczesnością. Przy ścianach stały rzędami ustawione łóżka. Przy każdym stała mała szafeczka i krzesło. Wszystko oczywiście białe. Minęła chwila zanim zorientowałam się, że ja również leżę na jednym z takich łóżek, przykryta białą, puszystą kołdrą. Na szafce obok łóżka stały.... Czekoladki? I to dla mnie? Na środku, pomiędzy bombonierkami stał bukiet z pachnącymi gałązkami dzikiej róży. Krzesło też nie pozostawało puste. Siedział na nim.... CO?! MALFOY?!  O nie za dużo szoku jak na jeden raz. Siedział tam, albo raczej spał w niewygodnej pozycji. To dziwne ale przez chwilę mu współczułam. Platynowe włosy opadały niesfornie na twarz tak, że miałam ochotę je odgarnąć. Zamknięte oczy podkreślały czarne rzęsy. No chyba ich nie malował? Przyjrzałam się uważnie. Nie. Nie są pomalowane. Poczułam zazdrość za takie rzęsy dziewczyny  są w stanie zabić. Zazwyczaj twarde i ostre rysy teraz były łagodne i nadawały mu uroku. Światło z okien oświetlało go od tyłu, tworząc jasną poświatę  dokoła jego sylwetki. Wyglądał jak amorek. Brakowało mu tylko łuku. Szaty Hogwartu nadawały mu tak nie winny wygląd, że aż trudno uwierzyć ( Prawdopodobnie połowa dziewczyn w szkole zazdrościła by mi gdyby wiedziały, że widziałam go w takim stanie). Ślicznego, białowłosego, kruchego, łagodnego, słodkiego i delikatnego aniołka.
" Jego twarz nie jest taka jak zawsze" - Pomyślałam.
Nie chodziło tu o chorobliwie białą skórę, ale o wyraz twarzy. Teraz kiedy spał jego twarz była spokojna i łagodna, bez krzty obojętności i sarkazmu. Usta nie były uniesione w sarkastycznym, rozbrajającym i drapieżnym uśmiechu. Wyglądał tak bezbronnie.... Przyjrzałam się jeszcze raz, szczególną uwagę poświęcając jego oczom. Szare, przenikliwe, wpatrywały się w moje fiołkowo-różowe.

" Wpatrywała się we mnie z takim zachwytem, nie zdając sobie sprawy z tego, że również się w nią wpatruję. Wyglądała jak anioł, który spadł z nieba, by zaszczycić ludzi swoją obecnością. No to się teraz pobawimy....- By Draco"

W jednej chwili na twarz znowu wpłyną mu lekki ironiczny uśmiech.
Nie.
 No teraz to się zemnie debil jeden śmiał.
I to na głos.
- Gapisz się na mnie.... Mam może jeszcze zdjąć, ten cholerny mundurek co? - Zakpił sobie ze mnie.
- A rób sobie co chcesz.
- No nie. Chcesz żebym się rozebrał. Jesteś taka samo jak inne dziewczyny.

" Nie była taka sama jak one. Była inna"

- Gdzie ja jestem? - zapytałam się lekceważąc jego zaczepkę.
- Skrzydło szpitalne - Dostałam odpowiedź
- A ile dni tu leżę?
- Na razie dwa, ale jak dalej będziesz grać mi na nerwach, to poleżysz tutaj dłużej.
- Ha Ha Ha Bardzo śmieszne.
- To wcale nie jest śmieszne.
- To przecież mówię!
- Nie prawda powiedziałaś, że to jest bardzo śmieszne.
- Przestań się ze mną droczyć! Jesteś nieznośny.
- Ohhh Tak mi przykro mała.
- Nie nazywaj mnie małą!
- A to dlaczego nie?
- Bo tak!
- Dobrze wariatko.
- Przestań mnie wiecznie przezywać. Nie jestem wariatką!
Zaskoczył go mój nagły wybuch.
- A jaka dziewczyna nie jest wariatką? - spytał już nieco łagodniej.
Uspokoiłam się na chwilę.
- Chyba znamy trochę inne pojęcia dotyczące słowa wariatka... - Stwierdziłam.
- Najwyraźniej. - Zastanowił się chwilę. - Dlaczego wybrałaś Gryffonów, a nie Ślizgonów?
- Na początku miałam wybrać was, ale.... kiedy zobaczyłam tam ciebie i przypomniałam sobie scenę z pociągu, uznałam, że z tobą nie wytrzymam.
- Sama się o to prosiłaś.
- Jestem dziewczyną! Powinieneś wziąć to pod uwagę! I wcale nie jestem gruba!
- No jak nie - zaśmiał się, ale widząc moją minę spoważniał - No nie. Nie jesteś gruba.
- Gdyby nie ty byłabym Ślizgonką.
- Hmnn. - Zastanowił się chwilę. - Już wiem. 
Jego usta rozciągnęły się w ironicznym uśmiechu. Wyją różdżkę i wyszeptał jakieś zaklęcie. Dotkną różdżką moich włosów. Spojrzałam w lustro, które stało na przeciwko mojego łóżka. Moje włosy nie były już kasztanowe. Były zielone!

" Nie wybrała Ślizgonów to chociaż włosy będzie miała jadowicie zielone. Trzeba przyznać, że w zielonych jej do twarzy...  - By Draco"

" Lubię zielony ale to już przesada! Miałam takie włosy rok temu. Było fajnie, tylko, że tu się będę wyróżniać. Jeszcze tylko niech mi zrobi srebrne pasemka, a będę jak rodowita Ślizgonka.... - By Ja"

- Proszę bardzo - Na głowie pojawiły się srebrne pasma włosów.
- Zdejmij to cholerne zaklęcie idioto! - Wrzasnęłam na niego
- Ani mi się śni - Poczochrał mnie po włosach  - Pamiętasz? Obiecałem Ci, że pożałujesz.
- Zabiję cię jak stąd wyjdę! Popamiętasz mnie Malfoy!
- Powodzenia. - Powiedział wstając z krzesła  - Za 10 minut koniec lekcji 5 przerwy i eliksiry. Masz piętnaście minut. Ogarnij się i przyjdź.
- Umiem liczyć!
- W to nie wątpię. - Stojąc w drzwiach odwrócił się - Do zobaczenia zielony aniołku.
Wyszedł zostawiając mnie samą.

***

Tak jak stwierdził 15 minut mi wystarczyło, by doprowadzić się do porządku. Po chwili byłam już w sali. Okna zasłonięte, Nauczyciel w sukience wygląda jak opętany...  Tak tutaj to normalność. Ale jak w szkole słońce raziło i chcieliśmy okna zasłonić, to nas nauczyciele od wampirów wyzywali.
- Dzisiaj macie zdobyć składniki  na eliksir niewidzialności....
- No, to czemu cię tak długo nie było? - zapytała Eve, ( Moja współlokatorka z pokoju) która siedziała ze mną w ławce.
- Byłam w skrzydle szpitalnym.
- Czemu?
- Przez niego -  Wskazałam brodą Malfoya
- Przez tego słodkiego Dracusia? Jak?
- A długa historia.
Chłopak spojrzał na nas i uśmiechną się tym swoim dziwnym prowokującym uśmieszkiem. Spojrzał na Eve z pogardą.
" Szlama" - mówiły jego oczy.
Odwróciłam się. Uznałam, że będę go ignorować.
- Macie stworzyć grupy  złożone z 2 ławek. - Dopiero głos Snape'a przywołał mnie do rzeczywistości. - Nie panno Parkinson - Zwrócił się do jakiejś Ślizgonki  która szła w stronę ławki Draco. - Czy wyraziłem się nie jasno?  Ławkami.
- Ale to są Gryffoni...
- Tym lepiej. Ławkami głąby! - Wrzasną, bo połowa uczniów chodziła już po sali. - Macie się odwrócić do ławek za wami.
- Tylko, że za nami nie ma ławek - Uśmiechną się Malfoy.
- Znakomita spostrzegawczość Panie Malfoy. Jeszcze coś pragnie Pan dodać? - Spytał blondyna, któremu z twarzy zszedł uśmiech.
Parkinson spojrzała na mnie tak jakby chciała mnie zabić. Posłałam jej słodki uśmiech. Fuknęła i odwróciła się do swoich partnerów - Harrego i Rona. Rozejrzałam się po klasie. Wszyscy byli już dobrani w pary. Odwróciłam się do tyłu. Malfoy i Zabini.
" Zajebiście" - Pomyślałam.
- Ja również się cieszę i  mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna. -Posłał mi cierpki uśmiech.
- Przestań mi czytać w myślach! - Odburknęłam.
Rzuciłam notes na ławkę chłopaków. Snape zaczął gadać jakie składniki mamy zdobyć. Zanotowałam wszystko.
- Panie Profesorze - Odezwała się Hermiona. - Ptasi rdest, trzeba zerwać o północy, a on rośnie w zakazanym lesie.....
- W czym problem?
- Uczniowie nie mogą tam wchodzić, to niebezpieczne....
- Miejmy nadzieję , że nie zaatakuje cię żaden wilkołak, ani zmora Granger. Była by to ogromna strata, gdybyś się już nie odnalazła.
Malfoy zaśmiał się pod nosem.
- Co cię śmieszy?
- On - wskazał na nietoperza, który niebezpiecznie nachyla ł się nad moją przyjaciółką. - I to jak szybko zadziałał jego urok osobisty.
Wywróciłam oczami.
"Jaki on jest tępy" - Pomyślałam
- Odnośnie tępoty to ci zaraz coś powiem. A propos... Dlaczego masz zielono-srebrne włosy? - Zapytał bezczelnie.
- A przypomnij sobie - Spojrzałam mu wyzywająco w oczy.
- No to może lepiej zastanówmy się jak to wszystko załatwić, bo zaraz jedno albo drugie trafi do szpitala.
- A ty co się wtrącasz?! - Krzyknęliśmy zgodnie.
- Ała! - Nietoperz walną Draco książką po głowie. Ze mną zamierzał zrobić to samo.
- Ja jestem dziewczyną - Pisnęłam.
- Naprawdę? Nie wyglądasz. - Zabrał książkę. Zamurowało mnie.
- Spokojnie on taki jest. - stwierdził Blaze, potrząsając mnie delikatnie za ramię. - Po prostu musisz się przyzwyczaić....
- Nie wiem czy dam radę....
- Dasz. - Zapewnił mnie.
Uśmiechnęłam się. Wyją kartkę z mojej ręki.
- A tak w ogóle, to czemu masz zielone włosy? - Spytał.
- Zajmijmy się tym eliksirem - Zmieniłam temat.
- No to co? W naszym pokoju dzisiaj o dwudziestej. Tam się nad tym zastanowimy - pomachał kartką Blaze.
- Acha, tylko weźcie takie imprezowe stroje. Potem trochę potańczymy. - Uprzedził Malfoy.
- Czyli impreza? - Spytała Eve. - Idziemy? - Zwróciła się do mnie
- Nie - Odparłam cierpko.

***

Przyszłyśmy do pokoju o 19 ( O 19 jest cisza nocna). Oprócz mnie i Eve w pokoju była, również Hermiona.  W naszym pokoju, pod ścianą stała komoda z dużym lustrem ( W łazience było takie duże do samej podłogi ). Tam trzymałyśmy kosmetyki. Eve przesiedziała tam z 30 minut strojąc się.
- Gdzie wy idziecie? - Spytała Hermiona zdziwiona
- Na imprezę! - Krzyknęła Ev zanim zdążyłam ją powstrzymać.
- Nie na imprezę, tylko ustalić co robimy z tym eliksirem. - Uznałam jednak, że może lepiej nie wyglądać jak kujon. Tak jak Eve, umalowałam się i ubrałam na siebie Niebieski kombinezon na ramiączkach, z krótkimi nogawkami.

***

Zgodnie z umową o 20 stałyśmy już w lochach przed Dormitorium Ślizgonów.
- Można tak w ogóle to można urządzać tu jakieś imprezy? - Spytałam zaciekawiona
- No, nie. One  są zakazane...
- Czyli?
- No bo wiesz.... Slytherin słynie z takich nielegalnych imprez. Alkohol, narkotyki, papierosy, sex.... Można za to wylecieć......
- A ty się tak ubrałaś bo zamierzasz wskoczyć komuś do łóżka?
- No wiesz ty co?! - Oburmuszyła się.- Jak możesz?!
Niestety nie było dane jej dokończyć tej litanii, bo obraz przesuną się pozwalając nam wejść do środka. Weszłyśmy do pokoju wspólnego. Muzyka była głośniejsza niż w klubach, w których bywałam. Powietrze było siwe. zaczęłam kaszleć. Czuć było również alkohol i to dość wyraźnie. Przy barku stała dziewczyna z czarnymi włosami i serwowała drinki. Szukałam w tłumie Malfoya, albo Zabiniego. Na próżno oczywiście. Kiedy tak stałam i się wpatrywałam w jakiś nie określony punkt, jakaś ręka chwyciła moją dłoń i pociągnęła za sobą. Pewnie jakiś chłopak pomylił mnie z imprezowiczką. Nie widziałam kto to, ale poruszał się w tłumie płynnie jak wąż. zanim się zorientowałam zaczęłam tańczyć. Poczułam czyjeś ręce delikatnie spływające po mojej tali. Z pod piersi, po brzuchu i zatrzymały się niebezpiecznie nisko na biodrach. Chciałam się odwrócić, ale napastnik zatkał mi usta ręką i znowu pociągną w tłum.  Zobaczyłam, że kierujemy się w stronę jakichś drzwi , ale zanim zdążyłam się zorientować, te same drzwi zamknęły się za nami.

Komentarze

Popularne posty