Rozdział 2 What?!


Rozdział 2 What?!

Obudziłam się o 11 i nie miałam najmniejszej ochoty wstawać z łóżka. Spojrzałam na wyświetlacz smartfona i wprost wyskoczyłam z pod kołdry. Ciotka dzwoniła 68 razy a oprócz tego dostałam z 30 sms'ów "Demi gdzie jesteś?" "Oddzwoń" itp. Pobiegłam do pokoju obok i obudziłam koleżankę wyjaśniłam jej sytuację z sms'ami cioci i się pożegnałam. Stojąc przed drzwiami mojego tymczasowego domu, przełknęłam ślinę. Wiedziałam, że Milicent na mnie nakrzyczy, jednak tego co miało nastąpić się kompletnie nie spodziewałam. Delikatnie i powoli otworzyłam drzwi, chcąc nie narobić hałasu. Jednak ciocia widziała mnie wcześniej z okna, więc kiedy weszłam do wiatrołapy ona już stała i na mnie czekała. Zamiast krzyczeć i robić mi wywody jak zrobiłaby to mama, ona porwała mnie w objęcia.
- Demi jak dobrze, że jesteś bałam się, że coś ci się stało.
- Nie ciociu. Byłam u Amy.
- Mogłaś chociaż uprzedzić, że wychodzisz. Wyskoczyłaś przez okno?!
-No... Jakoś tak wyszło.
- Co ty sobie myślisz? - puściła mnie i wzięła się pod boki.
- Eeee.... O Tommy! - Mój dwunastoletni kuzyn przytulił się do mnie.
- Cześć.
Tommy był jedynym synem Milicent. Mąż ciotki umarł gdy była w ciąży. Współczułam mojemu młodszemu kuzynowi. On zawsze miał tylko mamę.
- Uciekłaś? - spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Nie. Musiałam po prostu pobyć chwilę sama.... To wszystko mnie przerasta. - skłamałam. - Od września idę do szkoły. Chyba....
- Potem się nad tym zastanowimy. A teraz, pewnie jesteście głodni. Przytaknęliśmy z Tommy'm zgodnie. Dopiero teraz sobie przypomniałam, że od przedwczorajszego śniadania (wtedy jeszcze z rodzicami) funkcjonuję tylko na alkoholu.

***

Gdy zjedliśmy obiad poszłam do małej "biblioteczki". To było jedyne miejsce gdzie czułam się naprawdę dobrze. Cisza, spokój no i wiedza. ... :-p .... Porwałam do ręki jakąkolwiek książkę i siadłam w wykuszowym oknie, podkulając nogi pod brodę. Spojrzałam na okładkę "Eliksiry"  
Zaśmiałam się pod nosem. Milicent zawsze była specyficzną osobą. Otworzyłam na środku i zaczęłam czytać.

Eliksir Wielosokowy


W
łaściwości: Pozwala przemienić się na 1 godzinę w osobę której cząstka znajduje się w eliksirze.

Sk
ładniki:
muchy siatkoskrzyd
łe
pijawki
ślaz
rdest ptasi
sproszkowany róg dwuro
żca
skórka boomslanga
odrobina kogo
ś, w kogo chcemy się zmienić

WARUNKI:
-
ślaz trzeba zrywać w pełnię księżyca
-muchy siatkoskrzyd
łe trzeba ważyć 21 dni

Sposób Sporz
ądzenia: do kociołka, w którym winna być wrząca woda, wrzucamy muchy siatkoskrzydłe przez okres dwudziestu jeden dni je gotujemy. Przez ten czas winno się również, mieszać wywar codziennie. Po tygodniach trzech, gdy muchy są ugotowane dodać slaz trzeba, w pełnie księżyca zerwany koniecznie, oraz rdest ptasi. Dziesięć godzin gotować to należy. Skórkę Boomslanga, Sproszkowany Róg Dwurożca wrzucić do kotła i dzień następny eliksir gotować. Wrzucić pijawki następnie mamy, wymieszać w kotle. I po 4godzinach dodać możemy „odrobinę człowieka, w którego się zmieniamy” .Wywar różny kolor ma, niektórzy mówią, że zależy od zła… zła osoby, którą się stajemy.

To jest chore. - Pomyślałam. Wstałam, odłożyłam książkę na miejsce i wzięłam inną, z tą tylko różnicą, że tym razem zwróciłam uwagę na tytuły.  Tym razem do rąk wpadła mi książka pt. "Krótka historia swiata magii i czarodziejstwa" 
- Krótka - zaśmiałam się. Gruba, ciężka i stara książka w skurzanej okładce ozdobiona metalowymi rogami. Skoro to jest "Krótka" to ile ksiąg musi liczyć "Normalna" historia. Ta książka była również nie z tego świata wzięta, ale na swój pokręcony sposób ciekawa. Nie wiem ile tak siedziałam, ale przeczytałam z połowę. Skończyłam na stronie 420. Przerwałam dopiero wtedy gdy ciotka weszła do biblioteki.

- Demi, chodź na chwilkę. - Poprosiła.
 Posłuchałam. Odłożyłam książkę na stolik i poszłam za ciocią do salonu. W fotelu ze szklanką Brendy siedział stary człowiek z długą, białą i poplątaną brodą. Jergo włosy wyglądały tak samo z tą różnicą tylko, że były starannie uczesane. Na nosie miał okulary - połówki, a na głowie jakąś dziwną czapkę. Najlepszy był jednak jego strój. Facet ubrany był w szatę, która chyba sam uszył z satynowej firanki. Z trudem powstrzymałam się, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Demi, to jest profesor Dumbldor. Dyrektor szkoły magii i czarodziejstwa - Hogwartu.
- Dzień dobry Demi - Odezwał się spokojnie staruszek.
- Dobry wieczór profesorze - Za oknem był wieczór, a nie dzień
- Koniec dnia, jest jego początkiem. - Stwierdził
- Acha. - Co za burak.
Profesor pstrykną palcami i przyleciał do mnie list. Otworzyłam go. Przeczytałam tekst i  stwierdziłam, że to jakieś żarty. Zaproszenie do Hogwartu. Przecież takie coś jak szkoła magii i czarodziejstwa nie istnieje, no nie ?
- Jako czarownica czystej krwi powinna była pani rozpocząć naukę w 1 klasie w wieku 11 lat. - Spojrzał na mnie z nad połówek - Niestety, jednak ktoś skutecznie tuszował twoje magiczne umiejętności.
- Albusie jak to możliwe z tego co mi wiadomo w rodzinie Demi nie było żadnego czarodzieja, ani czarownicy.
- Jestem ich adoptowanym dzieckiem. To pewnie dlatego. - Ciotka wzdrygnęła się na dźwięk mojego lodowatego tonu.
- Na..... Naprawdę?
- Tak  - Odparłam.
-  Niestety, to prawda. Przykro mi Panno Fireshild.
- Przecież i tak nie żyją, więc co to za różnica? - No teraz to palnęłam głupstwo. Zatkałam ręką usta. - To znaczy chodzi mi o to, że w dokumentach niema nazwisk tych ludzi, a martwi nie mówią, więc raczej się nie dowiem, jakie jest moje prawdziwe nazwisko.... No chyba, że pan profesor wie jak  się nazywają. - Skierowałam wzrok  na Dumbldora, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- Nie wiem, aczkolwiek to niczego nie zmienia....
- To skąd może pan wiedzieć czy jestem czystej krwi czy nie? - spytałam patrząc mu wyzywająco w oczy, jednak jego wzrok był tak samo spokojny jak na początku. Czy on się nigdy nie denerwuje?  ( pomyślałam) Ja na przykład jestem bardzo wybuchową osobą i nie byłabym wstanie tak długo być spokojna.
Już miał odpowiedzieć gdy do domu przyszedł Tommy z zakupami ze spożywczaka.
- Dobry wieczór Panie Dyrektorze
- Dobry wieczór Tommy.
- Co się stało?
- Nic takiego - zaświergotałam słodko.
- Pytałaś do jakiej szkoły chodzi Tommy. No właśnie on uczy się w  Hogwarcie. Ja też się tam uczyłam... - stwierdziła ciocia.
- Potem Milicent opowie ci o Hogwarcie i wtedy zastanowisz się czy przyjmujesz zaproszenie. - Wskazał głową na list leżący na fotelu.
- Dobra, a jeśli sie zgodzę to co?
- Jeśli się zgodzisz, to będziesz musiała nadrobić tematy a pierwszych czterech lat. Jeśli zechcesz, Panna Grenger pomoże ci z nauką.
- Acha, dobrze to..... dziękuję. - Powiedziałam.
Albus Dumbldor skiną głową, pożegnał sie z ciocią i Tommy'm i wyszedł. Spojrzałam na ciotkę, siedzącą w fotelu.
- Tak więc, czym jest ten "Hogcośtam"?
__________________

Chciałam was prosić o zostawienie jakiegoś komentarza..... śladu że tu byliście. :-)
Całkiem sporo osób odwiedza tego bloga, a prawie nikt nie komentuje :-(
Chcę wiedzieć co o tym myślicie. A może macie jakieś plany dotyczące dalszej historii i chcielibyście żeby coś uwzględnić?
Tak czy inaczej proszę was o to, bo to motywuje, a mi brak tej motywacji. Piszę to ale skoro i tak nikt nie czyta, to jaki to ma sens?

Komentarze

Popularne posty