Rozdział 1 Upside down


Rozdział 1 Upside down

- Pamiętasz jak się nazywasz? - Zapytała mnie szurnięta "Pani psychiatra"

- Demi Fireshild

- A ile masz lat ? - Pytała dalej patrząc krzywo na dziewczynę skuloną na fotelu po drugiej stronie biurka.

- Ta, piętnaście. Nic mi nie jest! - Odpowiedziałam patrząc jak kobieta pospiesznie bazgrze coś na kartce w notesie. Oderwała ją i niemal wetknęła mi w twarz swoje arcydzieło.

- Co tu widzisz? - Małe, czarne oczka przewiercały mnie niemal na wylot.

- Eeeeee....  Szczęśliwe króliczki skaczące po łące? - Skłamałam. Chciałam jedynie by wypuściła mnie z tego cholernie białego pomieszczenia, nazywanego przez nią gabinetem. Niestety na kartce widziałam jedno "Śmierć, Ból, Cierpienie...."

- No cóż....
Zapytała mnie jeszcze o kilka  rzeczy i w końcu mnie wypuściła. Na korytarzu stała moja ciocia, która w rzeczywistości była dawną przyjaciółką mamy. Po śmierci rodziców trafiłam pod jej opiekę, bo nikt z mojej  rodziny nie żył.  Milicent - bo tak się nazywała ta kobieta, rozmawiała z jakimś mężczyzną pewnie policjantem. Siadłam grzecznie na krzesełku i czekałam aż skończy. Gdy mnie zobaczyła, podbiegła złapała mnie za ręce i spojrzała w oczy.

- Wszystko w porządku? - Spytała tonem pełnym wątpliwości.
Wszyscy sie mnie o to pytają i współczują mi. Jeśli to wszystko to sen, to przesłodziłam herbatę, którą wypiłam przed zaśnięciem.

- Tak ciociu - Kłamca ze mnie.... No ale cóż. Co mam zrobić, oprócz udawania twardej i obojętnej?
Poszła jeszcze coś załatwić i zabrała mnie do siebie. Gdy tylko uciekłam do pokoju padłam na łóżko i zaczęłam płakać. Ale nie ryczeć, tylko raczej szlochać. Po moich policzkach spływały łzy. Czarne łzy zabarwione tuszem do rzęs. Z ust nie wydobywały się żadne dźwięki. Płakałam tak ponad 2 godziny, a za oknem księżyc przyglądał mi się ze smutkiem. Wydawało mi się że nawet ten rogalik roni łzy rozumiejąc moją no niestety beznadziejną sytuację. Chociaż kto wie, może rzeczywiście zaczął wylewać moje łzy. Podeszłam do lustra. Jak na kogoś kto tyle przeszedł w jedną noc wyglądałam całkiem nieźle. Oczywiście mówimy o kimś czyje życie rozpadło się na miliony kawałeczków.
Fioletowe oczy z mocno rozszerzonymi źrenicami, wpatrywały się w dziewczynę w lustrze. Kasztanowe proste włosy przerzucone do przodu, czerwone cienkie usta , długie, czarne rzęsy, mały nosek, to wszystko znajdowało się na okrągłej ale nie grubej twarzyczce. Blada cera, wyglądająca jak krucha porcelana, delikatne rumieńce, średni wzrost i szczupła sylwetka o całkiem dobrze widocznych kształtach, składały  się na tą delikatną istotę. Na mnie. Niestety, ale ta istota nie jest w stanie zrozumieć, że została sama i że musi sie ogarnąć. Wezbrała we mnie fala złości, jednak w lustrze nadal było widać smutek i rozpacz, malującą się w moich oczach. Westchnęłam.

- No nic, trzeba coś zrobić ze swoim życiem - No pięknie i zaczynam gadać do siebie. Cholera jasna. Pomyślałam, że odwiedzę Amy.  Amy to moja najlepsza przyjaciółka. Spojrzałam na zegarek 2100 . W godzinę doprowadziłam się do normalnego stanu, wykonałam telefon do Am. Już po chwili szłam spokojnie ulicami Londynu, kierując się w stronę metra. Weszłam do najbliższego i wysiadłam na Privet Drive, trzy przystanki od cioci Milicent. Szłam po ulicy rozglądając się w poszukiwaniu odpowiedniego numeru. W jednym z domów jakiś chłopak z czarnymi włosami i okularami kłócił się ze swoim chyba wujem i groził mu.... patykiem?.  No cóż różni są ludzie.  Dursleye - Pomyślałam. Chyba wszyscy w tej okolicy ich znają. Z zamyśleń wyrwał mnie głos.

- Demi! - Ktoś krzykną moje imię. Odwróciłam się do źródła głosu. W drzwiach domu za mną stała niska mulatka o czarnych kręconych włosach. Kakaowe oczy wpatrywały się ze smutkiem w przyjaciółkę.
- Amy -Powiedziałam ale ona raczej nie słyszała. Podeszłam do dziewczyny.
- Witaj kochana - Powitała mnie uśmiechem
- Cześć.
Wpuściła mnie do domu i zaparzyła herbatę. Kto jak kto, ale ona zawsze wiedziała co mnie trapi.

- Słyszałam o.... no...... o tym co się stało.

- Wiem, ale jest gorzej

- Czyli?
Wyjęłam z torebki plik kartek i jej podałam.
-Spójrz tu. - Poinstruowałam wskazując na drugą kartkę.
- To.... ale..... no..... ?
- Jak widać.
Jeszcze raz przebiegła wzrokiem po stronie. - Tak mi przykro. - Szepnęła.
Popatrzyłam na kawałek papieru, który tak mnie ranił.

"Imiona i nazwiska rodziców  - Nieznane" A pod tym. "Adopcja"  " Imię i nazwisko....."
Nie czytałam już dalej. Nie potrafiłam.

- Interesuje mnie jedno - Przerwałam ciszę -Czy ci ludzie żyją.
- Raczej się tego nie dowiesz, ale wiesz przynajmniej że to nie byli twoi prawdziwi rodzice....
-Kochałam ich Amy. Byli dla mnie wszystkim.
- No nic, ja myślę że powinnaś odpocząć. - Uśmiechnęła się - Zostajesz?
- Chyba tak... - Odwzajemniłam uśmiech.

Komentarze

Popularne posty